O blogu....
A oto ja!
Mysle sobie...
Polka na Wyspach
Polka w Prowansji
La Lhoux poleca...
Moda przez duze ``M``
Archiwum Moda
Targowisko Roznosci
Kontakt
Lista linków

Blog został przeniesiony na :

ladylhoux.blogspot.com


Zapraszam !!!!!





25.08.2011


Aups

Powinnam zaczac tak jak sie zaczyna wszelkiego rodzaju opowiesci o miastach i miasteczkach: Aups to komuna w Var, jednym z 96 departamentow, na ktore podzielona jest Francja.. itp, itd, ale moge tez zaczac troche bajkowo: dawno , dawno temu...

                                      *     *    *

Dawno, dawno temu , w latach 70-tych poprzedniego stulecia, mieszkal w Aups pewien piekarz.
Piekarz byl dobry w swoim fachu i bardzo szybko dorobil sie fortuny.
Pieniedzy bylo wystarczajaco duzo, zeby wybudowac ogromny dom i jednego z synow wyslac na studia do Paryza.
Syn musial byc bardzo zdolny, albo tez bardzo cwany, bo studia ukonczyl i zostal politykiem.
Po smierci Piekarza przejal dom i postanowil go troche zmienic.
Dobudowal basen z mini-wodospadem , a w sciany domu i okalajace go murki wkomponowal figurki gnomow.
Zmienil rowniez wystroj wnetrza . Sciany jednej z sypialni pokryl tkanina w kolorze ciemnej czerwieni,  zakupil okragle lozko, ktore sie obracalo po przycisnieciu odpowiedniego guzika, a w podlodze , pod szklem, posadzil rosliny.
W drugiej sypialni zabudowal metalem cala sciane. W scianie  sa male drzwi , ktore prowadza do kolejnej mini- sypialni.
W trzeciej sypialni zbudowal przeszklona lazienke z  widokiem  na olbrzymie lozko.
Nietrudno zgadnac jakim uciechom sluzyl dom Piekarza.
Radosc jednak nie trwala dlugo.
Zona Piekarza zakonczyla zycie  przytrzasnieta brama wjazdowa, a brat polityka  zmarl w trzecie
j sypialni na AIDS.
Wiec niesie, ze polityk zmarl w jednej ze swoich sypialni na atak serca.
Dom zostal wystawiony na sprzedaz, ale z taka historia nie cieszyl sie popularnoscia.
Cena spadala, az dom stal sie prawdziwa okazja.
I tak trafil w rece znajomego.

Znajomy , wraz z rodzina, nazwal dom Patisserie.

                                       *     *     *

Moja pierwsza wizyta w Aups byla tak naprawde wizyta w Patisserie.
Bylo pozne popoludnie, siedzielismy w malej grupie przytuleni do sciany z prowansalskiego kamienia i saczylismy do upadlego rozowe wino. Na stole lezala leniwie bagietka, a wokol niej oliwki, tapenade, suszona kielbasa i sery, wkolo ktorych krazyly zlote osy.

Bylo cicho, zachodzilo slonce , z wiezy starego kosciola odezwal sie dzwon. Nastroj troche jak z ``Czekolady``.


Noc mialam niespokojna, okragle lozko i pozolkle rosliny w podlodze obudzily moja chora wyobraznie.
Co mi sie tlilo w glowie pozostawie dla siebie...:)
Ranek byl piekny, poszlismy do piekarni po swieze bagietki i croissanty , i ...zakochalam sie w tym starozytnym miasteczku.

                                  *   *   *
A teraz bedzie konwencjonalnie.

Aups jest miasteczkiem w departamencie Var, jednym z 96 departamentow we Francji, i nalezy do regionu Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeze, w poludniowo-wschodniej Francji.



Ta mala komuna lezy u samego podnoza Alp.
Aups jest stolica trufli i, w kazdy czwartek od listopada do lutego, jest gospodarzem trzeciego co
do wielkosci targu tego czarnego zlota we Francji.

Wjezdzajac do Aups , zanurzamy sie w tunel olbrzymich  Platanow , a zaraz potem wynurza sie maly ryneczek z merostwem, pomnikiem jakiegos bohatera wojennego z powiewajacymi  francuskimi flagami i urocza fontanna.







 Jest tez ponury, i pachnacy zmurszalym drewnem i kadzidlem kosciol z XV wieku, Saint Pancras , z mottem Republiki Francuskiej : Wolnosc , Rownosc,Braterstwo, wyrytym na poczatku XX wieku nad wejsciem do kosciola – symbol rozdzialu Kosciola i Panstwa.






W sumie  nic specjalnego ktos moglby powiedziec, bo Aups , na pierwszy rzut oka, wyglada jak setki prowansalskich miasteczek, ale poniewaz jest to miasto``pracujace``, a nie wymuskana Mekka dla turystow, Aups kusi mnie i Hubbiego  coraz bardziej z kazda wizyta...

Ach te waskie uliczki z odrapanym tynkiem, sztuczne bukiety kwiatow w oknach, biedronki na scianach, biale kroliki w oknach, malutkie wejscia do krzywych kamieniczek zaprojektowane jakby dla Hobbitow, kocie lby na uliczkach, sklepienia pamietajace Rzymian i kawiarenki....

















stylowe  w cieniu pradawnego Platana





i te z roklekotanymi, metalowymi stolikami; mieszkancy wedrujacy bez pospiechu z siatkami pelnymi dojrzalych warzyw i bunczucznymi bagietkami sterczacymi we wszystkie strony z plecionych , ekologicznych toreb. Sa tez turysci, ale , jak gdyby z szacunku dla tego pieknego miejsca, nie krzycza, nie machaja rekami, nie biegaja w pospiechu od jednego zdjecia do drugiego, tylko chodza powoli, unosza glowy w gore, zeby zobaczyc pokrecone dachy



i leniwie przeszukuja wieszaki z koronkowymi sukienkami .

Kilka tygodni temu, gdy siedzialam  sobie przy jednym z telepiacych sie stolikow otoczona tymi, ktorych kocham, otrzymalam wspanialy present od Aups.


Na stoliku stala mala karafka z rozowym winem a wokol mnie zylo miasteczko.


Na skwerek podjechal traktor: stary, czerwony, z namiastka pluga czy czegos podobnego , i z traktora zeskoczyl mezczyzna w srednim wieku. Hubby powiedzial :``Popatrz``.

Mezczyzna, w podartych jeansach i z papierosem przyklejonym do ust, z usmiechnieta twarza, seksowny w swojej nieskomplikowanej meskosci, z przydlugimi siwymi wlosami i opalonymi zylastymi ramionami, powedrowal pewnie do lokalnego baru na szklaneczke Pastis.




Po chwili Hubby powiedzial:``Patrz tam! Tylko we Francji`` . A ja zobaczylam niczym niewzruszonego grubasa, w spodniach opadnietych do polowy posladkow odswiezajacego sie w fontannie.




Ludzie zyjacy pelnia zycia, zalatwiajacy swoje codzienne sprawy, rynek pachnacy lawenda, cykady grajace w oddali, wino delikatnie szumiace w mojej glowie: prawdziwe zycie, nic na pokaz, bez udawania.

Aups pokazalo mi swoje prawdziwe oblicze, jakiego nie zobaczy sie na wyretuszowanych broszurach biur podrozy , oblicze za ktorym bede skrycie tesknic tkwiac w zakurzonym i glosnym  centrum Warszawy gdzie wszystko jest na sprzedaz.....

04.08.2011

Oda do francuskiej bagietki

Bez smaku, bez pokusy, to szkieletów ludy;
Bagietko! nie dodawaj mi wagi, a daj mi , blagam, skrzydła!
Niech nad w diety odzianym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy:
Kiedy to kobieta przez apetyt scigana , z ciebie bagietko ,tworzy cudy,
Gruba warstwe swiezego masla naklada
I czeka w nadzieji na niezmieniona w zwierciadle sylwetke.

Niechaj, kogo bagietka zamroczy,
Chyląc ku talerzowi winne czoło,
Piekne widzi chrupiacej skorki oblicze,
Bagietko, ty nad poziomy
Wylatuj, a wnetrzem pelnym swiezej oliwy słońca
Smakoszy całe ogromy
Przeniknij z końca do końca.
Kobieto, nie patrz w lustro - kędy wieczna proznosc zaciemia
Obszar piekna oblozony pachnacym pomidorem:
To wolnosc, wolnosc jedzenia!

Sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem;
Goniąc za żywiołkami pozornego swiata,
To się wzbija, to w głąb wali:
Nie lgnie do niej ani drwiace anorektyczki oko
Nikt nie zna jej  życia, a zawisc pragnie jej zguby:
Wszyscy krytykanci bagietki i wilczego na nia apetytu to samoluby!
Bagietko! tobie nektar żywota
Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę:
Podniebienie wybredne poi wesele,
Kiedy je razem z bagietka  nić powiąże złota.
Razem, mlode glodomory...
W szczęściu wszystkiego jest dobre jadlo;
Jednością silni, bezrozumni apetytu namietnosci szałem,
Razem, młode glodomory!...
I ten szczęśliwy, kto dal sie pokusie na skrzydlach poniesc,
i nie padl wsrod krytyki dietetykow slowa...

( na podstawie ``Ody do mlodosci`` Adama Mickiewicza )

                                  *     *    *

Jestem absolutnie zakochana we francuskiej bagietce...
I musze tu zaznaczyc , ze snobizm, aczkolwiek pewna doze tej niezbyt dobrej cechy posiadam, w tym wypadku nie ma absolutnie zadnego znaczenia.
Nie istnieje dla mnie pieczywo, no moze oprocz okraglego, wiejskiego bochna chleba, ktore tak totalnie wymiata z mojej glowy zdrowy rozsadek.
Bagietki w Prowansji sa jak tecza.
W malutkich piekarenkach ( boulangerie) kusza smukle, lekko tylko przypieczone, nieskazitelnie biale w srodku bagietki- jak lniano-wlose Danusie z ``Krzyzakow``, przy nich rozpychaja sie bagietki krotkie, ze zlota gladka skorka - to sa Jagny; za nimi , jak zolnierze, warte trzymaja bagietki  ze skorka tak spieczona, ze przypomina ona  swoim wygladem skore najpiekniejszych chinskich smokow; troche na oboczu stoja sobie, oparte o sciane, dlugie, lekko zlotawe bagietki, jak nogi Gisele Bundchen;
sa tez bagiety dlugie, szerokie i mocno spieczone, sexowne - takie Cindy Crawford w swiecie tego cuda piekarstwa.
Dokonanie wyboru w tym pachnacym , malym swiecie nigdy nie jest latwe, ale jak juz na ktoras sie z Hubbym zdecydujemy, zaczyna sie prawdziwa przyjemnosc, ktora trwa i trwa, az do ostatniego okruszka na brodzie.
Bagietka trafia z papierowej torby na drewniana deska i tam , dumnie bardzo, spoczywa jak krolowa Sheba. I jak krolowa zasluguje na najcenniejsze dary.
Otaczamy ja wiec serami: kremowym Boursin z figami i orzechami, Rondele z kawalkami orzechow wloskich i cudowna goryczka, ktora na dlugo pozostaje na jezyku, kremowym Brie, cudownie miekkim Camembert, dziurawym Edamem, malymi waleczkami swiezego, koziego sera o intensywnym, meskim niemal, aromacie, suszona kielbasa z orzechami, hiszpanska Chorizio, polski smalcem z jablkami i suszonymi sliwkami, foi gras ze slodka konfitura z cebuli, pachnacymi pomidorami, rozowym , prowansalskim czosnkiem, maslem z Normandii z krysztalkami morskiej soli ...a na samym koncu na stole pojawia sie oliwa z oliwek: swieza, aromatyczna, zlota , z pierwszego tloczenia.
Bagietke rwiemy palcami, docieramy do cudownie pachnacego wnetrza, polewamy oliwa i....czujemy , cytujac Peter`a Mayle  i jego rewelacyjna ksiazke ``Rok w Prowansji`` , jakbysmy jedli promienie slonca...
Albo, nacieramy gruba kromke bagietki slodkawym czosnkiem i miazszem pomidora: letnia, srodziemnomorska, rozkosz.
Tak naprawde sposobow na delektowanie sie panna ``b``  jest tysiace!
Uczta moze trwac pol godziny, moze trwac godzine, moze trwac cala noc.
Kazdy kes bagietki splukiwany jest , w porze lunchu prowansalskim rose, albo lokalnym, mlodym, cudownie owocowym , czerwonym winem w porze kolacji.
I jest pieknie!
I chce sie zyc!
I zawsze wtedy mowie: CHWILO   TRWAJ!!!!!

 

29.07.2011

Koniec St Tropez

Tydzien temu bylam z Hubbym na  urodzinowej domowce u naszych francuskich przyjaciol...
Jedzenie bylo pyszne, rose samo, wydawalo mi sie , napelnialo nasze kieliszki, Maya ( na zdjeciu ponizej) saczyla dzielnie wino razem z goscmi,




zeby potem balansowac niepewnie na balustradzie tarasu, a ja siedzialam troche jak na tureckim kazaniu i probowalam wylowic co piate slowo.
Bylo...powiedzmy, przecietnie interesujaco, dopoki nie pojawila sie brygada dziewczat pracujacych jako kosmetyczki w St Tropez, w slynnym hotelu Byblos.
Mowily troche po angielsku, wiec zaczelam drazyc...
``A jakie macie klientki?```` A ile kosztuja zabiegi?```` A czy spotykacie miedzynarodzowe gwiazdy?``
Takie tam babskie szperanie w cudzej pracy:)
A oto co sie dowiedzialam:
-  corka jednej z brazyliskich klientek wyladowala w szpitalu po tym jak napadnieto ja z nozem i zabrano bizuterie wartosci kilkudziesieciu tysiecy euro; klientka stwierdzila, ze juz tu wiecej nie przyjedzie, bo jest bardziej niebezpiecznie niz w Rio;
-  nawet ci najbogatsi zrobili sie bardziej oszczedni  i coraz mniej wydaja;
- bogaci Wlosi/Wloszki przychodza na zabiegi relaksujace i rozmawiaja przez telefony komorkowe.
Do rozmowy wlaczyli sie mezczyzni...
``To koniec St Tropez``.
``Gwiazdy musza za wszystko placic horrendalne pieniadze , wiec jest ich coraz mniej, a jak mniej gwiazd , mniej turystow``.
``St Tropez powoli przegrywa z Sardynia .``
``Za kilka lat to bedzie nedzne miasteczko, gdzie nikt nie bedzie chcial przyjezdzac``.
Zrobilo mi sie bardzo smutno...
Uwielbiam blichtr wielkiego swiata.
Lubie ogladac piekne jachty wyposazone w pieknych ludzi.
Codziennie, z niezmienna przyjemnoscia, obserwuje z mojego lezaka  mijajace sie na niebie helikoptery, ktore dowoza do St Tropez tych, ktorych stac na wylozenie 500 euro za przelot z Nicei albo Cannes.
O kazdej porze dnia i nocy sledze morski  balet snieznobialych ``lodek``, z ktorych wiekszosc ,co najmniej 10-ciokrotnie ,przewyzsza metraz mojego mieszkania.
I czuje, ze zyje!
Ciesze sie, ze sa ludzie, ktorych na to stac i w ten sposob, zupelnie nieswiadomie, zaspokajaja moja potrzebe wkladu w wielki swiat, bo sa w moich oczach:)

                                             *    *    *

Zaden z moich pobytow na Cote d`Azur , nawet ten bezimienny, nie moze sie obyc bez wizyty w St Tropez.
Nadszedl wtorek, dzien targowy, i wyruszylismy z Hubbym i dwojka przyjaciol na wodny przystanek wodnego autobusu.
Mieszkamy w tej chwili 20 km od St Tropez, ale podroz samochodem to wizja piekla.
Wielcy Francuzi nie wpadli jakos nigdy na pomysl wybudowania chocby 2-pasmowej drogi, tak wiec do ST jedzie sie piekna, nadmorska trasa w tempie ...wlasciwie zadnym. Po prostu stoi sie w korku i wdycha spaliny.
Podroz taka zazwyczaj zajmuje do trzech godzin, aczkolwiek jesli sie wyruszy o 7 rano, to mozna ja zalatwic w dwie.
Ale wracajac do wodnego autobusu...Uwielbiam go. To po prostu bardzo duza motorowa lodz, ktora do ST dociera od nas w 20 minut, a jak sie uda zajac miejsce na gornym pokladzie, to ped powietrza i morska bryza na skorze daja uczucie pelni zycia.





O samym St Tropez napisano tomy, wydano albumy pelne pieknych zdjec, wyprodukowano mase filmow i nagrano piosenki.
Ograniczam sie wiec do niezbednego slownego minimum, a ten, niegdys maly ,rybacki ,port  przedstawiam moimi oczami, tak jak wygladal miedzy 10.30 a 13. 30 we wtorek 26 lipca 2011 roku...
Odslona pierwsza:
Przybycie , jak zawsze z zachwytem w oczach i usmiechem na ustach. Nie da sie inaczej:)








Odslona druga:
Glodni, spragnieni i zadni pierwszego dymku dnia zatrzymujemy sie w pierwszej kafejce. Na nasze nieszczescie ta pierwsza to musi byc Papagayo ( zamienia sie wieczorem w klub nocny).
Rozsiadamy sie, wyjatkowo niegrzeczna kelnerka przynosi menu i...
decydujemy sie tylko na dwie kawy, sok pomaranczowy i herbate.
Troche nie chce nam sie wychodzic jak juz rozsiedlismy sie w wygodnych fotelach, a glod...coz poczeka.
45 minut przyjemnosci kosztuje nas 35 euro : witajcie w St Tropez.
Wychodzimy biedniejsi, zniesmaczeni obsluga, ale za to napojeni.
Odslona trzecia:
Wzdluz portu zawsze sa artysci. Artysci zdolniejsi, ci mniej uzdolnieni i producenci kiczu.
Zachwycamy sie z Hubbym jednym obrazem, ktory jest tak nasycony kolorem , tak radosny , tak letni, ze jestesmy w stanie zaplacic za niego nawet 150 euro. A co tam, bedzie super wygladal na naszej duzej scianie w sasiedzctwie bogini Saraswati.




Jakze wielki zawod nas spotyka gdy slyszymy cene: 1500 euro.
Zartuje, proponuje, ze dam Panu 150 euro, Hubby zabierze obraz , a ja z Panem zostane.
Dowcip z serii tych nietrafionych...Hubby sie nie smieje, Artysta tez nie.
Odslona czwarta:
Przedzieramy sie urokliwymi bocznymi uliczkami chcac jak najszybciej dotrzec na market.
Ja spowalniam wycieczke wynajdujac ``perelki``: piekna kolatke, urocze podworeczko, slodkie okienko:








Odslona piata:
Docieramy na market , ktory rozlal sie po  calym  Place des Lices w cieniu moich ulubionych drzew: dostojnych platanow o laciatych pniach:






Jest tu wszystko: tandetne torebki, plastikowe buty, kolorowa bizuteria, mnostwo koronek, biale sukienki jakby zywcem wyjete z letniej kolekcji Dolce&Gabbana, wyciskarki do sokow, tradycyjne , marynarskie koszulki w paski, obrusy, haftowana posciel i ...setki turystow w amoku.
Ja podazam za swoim nosem i szukam tego co bliskie mojemu sercu , a co za tym idzie  mojemu podniebieniu.
Jestem poszturchiwana, deptana po pietach , pchana przez wozki z dziecmi , ale za to jaka czeka na mnie nagroda:
- dziesiatki mis z oliwkami marynowanymi w ziolach
- skrzynki z dorodna bazylia, rozmarynem, cytrynowym tymiankiem i szalwia
- bochny swiezo wypieczonego chleba
- tymiankowe i lawendowe miody
- lokalna oliwa z pierwszego tloczenia
- rozowe wino z okolic  St Tropez
- slodki czosnek z rozowa skorka ( moj ulubiony )
- poduszeczki i serwetki pachnace swieza lawenda
- cudownie smierdzace sery
- recznie malowany, tradycyjny prowansalski fajans
- suche kielbasy z orzechami wloskimi , czerwonym i zielonym pieprzem
- pieczone szynki
i malutkie drzewka oliwne w doniczkach, ktore dorastaja przez setki lat:





























Odslona szosta:
Przerwa na papierosa... i czas na zabawe w ``papparazzi ``: fotografuje kobiety z St Tropez. A jest na co popatrzec:)

Na poczatek przedstawiam zagubionego gdzies pomiedzy stylami kopciuszka w bialym kapeluszu.




Do bialego kapelusza po chwili dolacza rozowy. Kapleusze wymieniaja uprzejmosci.



Zmeczona tlumem mieszkanka ST - na pewno pro-eko.



Francuski szyk pelna geba.



Esencja ST w sezonie , ktora wlasnie zeszla z jednego z jachtow behemotow.



``I ja i moj bialy przyjaciel jestesmy i glodni , i spragnieni, wiec moze, krowo, ruszysz tyleczek i nas obsluzysz?``



Odslona siodma:
Jestesmy wykonczeni, ale ja chce do portu i do jachtow; ostatnie spojrzenie na ST przed zaladunkiem na motorowke do Les Issambres.



Najstarsza restauracja w ST. Poczatki siegaja IX wieku. Rozslawiona w filmach z Louis De Funes`em.
Wszystkie stoliki ustawione sa przodem do portu : najlepszy punkt obserwacyjny.




O znalezieniu wolnego stolika w sezonie mozna zapomniec...



Lodzie pieknych i bogatych w calej okazalosci.



Hmmmmm......



Scenka jak z ``Zandarma z St Tropez``



Dzien jak codzien:)



Milosc zakleta w papier mache ...



Za kulisami St Tropez.
Odslona osma:
Pora wracac.
Hubby jest zmeczony, nie lubi tlumow. Ale to nic, wroce tu za tydzien.
Juz wiem, ze St Tropez ma sie dobrze i nic mu nie grozi:)

25.07.2011

Vous parlez francais?

``A niechaj narodowie wzdy postronni znaja,iz Polacy nie gesi, iz swoj jezyk maja.``  - Mikolaj Rej

Ach jak bardzo Francuzi by Reja kochali za to co powiedzial o Polszczyznie, i jak bardzo ten cytat z 1562 roku jest nadal aktualny we....Francji, a gdziezby indziej.

O niemozliwosci porozumienia sie z Francuzami w jezyku innym niz ich mowa ojczysta przekonalam sie  podczas mojego bezimmienego pobytu w Prowansji lata temu, kiedy to nie bylam w stanie przeczytac menu w restauracji ( nie sa z reguly tlumaczone ) , a drwiacy kelnerzy serwowali do mojego stolika slimaki zamiast malzy, albo lody o smaku kiwi zamiast lodow truskawkowych, wciskajac mi ciemnote, ze to wlasnie zamowilam.
W sklepach w sercu Cannes, przy Bulwarze La Croisette, gdzie codziennie przwijaja sie tlumy turystow niekoniecznie wladajacych francuskim, obslugujace mnie panie ostentacyjnie odpowiadaly po francusku na wszystkie zadawane im pytania.
Poniewaz nietrudno mnie wyprowadzic z rownowagi, wasko-ustych potomkow Marii Antoniny i Napoleona znienawidzilam z , tylko mi znana, pasja.
Traf chcial, ze kilka lat pozniej mialam przyjemnosc pracowac z Francuzem o wdziecznym imieniu Nicholas.
Zapytalam sie go wiec ktoregos dnia , z wrodzona szczeroscia, dlaczego Francuzi we Francji nie mowia po angielsku.
Uzyskalam nastepujaca odpowiedz:
``Jestesmy dumni ze swojego jezyka, a poza tym uwazamy, ze jak ktos odwiedza nasz kraj, to powinien byc w stanie powiedziec chociaz kilka slow w naszym jezyku. Czasami wystarczy, ze powiesz `bonjour` albo `merci` . Nastepnym razem jak bedziesz we Franci sprobuj i zobaczysz jak zmieni sie ich stosunek do Twojej osoby.``
Postanowilam zaczac sie francuskiego uczyc. Moim nauczycielem mial byc wlasnie Nicholas, i codziennie mial mnie uczyc jednego slowka.
Nauczylam sie liczyc do dziesieciu i wyrazenia `de rien`, co znaczy `nie ma za co`i...zrezygnowalam stwierdziwszy, ze nigdy ,przenigdy, francuski mi sie nie przyda , i ze nie chce miec nic wspolnego z nikim z tego kraju.
Pech, a moze szczescie, chcial , ze kilkanascie miesiecy pozniej, Francuzka zostala moja wspollokatorka, a druga Francuzka dala mi swietna prace i zostala moja businessowa mentorka, ktorej profesjonalizmu i klasy nigdy nie zapomne, a rowno cztery lata temu poznalam mojego meza, ktory bedac Walonem, francuski uwaza za swoj jezyk ojczysty.
Do tego wszystkiego doszedl fakt, ze moi tesciowie mieszkaja na Pd Francji....no i cala karuzela jezykowa zaczela sie znowu krecic:)
Pierwszy cios przyszedl ze strony tesciowej, ktora przy pierwszym spotkaniu, stwierdzila, ze moja nieznajomosc francuskiego jest jednym z powodow mojej ``nieuzytecznosci publicznej``. Pozostale dwa to byla nieumiejetnosc gotowania i wstret do wody, a co za tym szlo plywackie kalectwo.
Drugi cios nadszedl ze strony znajomych Hubbiego. Wszyscy przyjaciele mojego meza pochodza albo z Francji, albo z Belgii , i 90% nie mowi po angielsku. Wszelkie kolacje, imprezy i wypady do klubow staly sie wiec zlem koniecznym, kiedy to przysypialam z nudow bedac zdana na sluchanie francuskiego, a na tlumaczenie symultaniczne liczyc raczej nie moglam: darlo rozmowe na strzepy i wszyscy gubili watek...
Trzeci cios byl do przwidzenia i nadchodzil stopniowo ze strony sasiadow moich tesciow w miare jak odwiedzali Boulevard des Celtes w Les Issambres i dziwili sie, ze nie znam ich jezyka.
Czwarty ,i najbardziej bolesny cios ,byl jak walniecie maczyga w golen.
Ten nadszedl od osoby, po ktorej najmniej bym sie spodziewala komentarzy dotyczacych moich lingwistycznych zdolnosci.
Przed slubem cywilnym, ktory mial odbyc sie we Francji,  umowilismy sie z Hubbym na spotkanie z tlumaczka przysiegla, Polka rezydujaca od 17-tu lat na Lazurowym Wybrzezu.
Ta wredna , niedouczona malpa, bo na inne okreslenie nie zasluguje, zaznaczyla od razu, ze swietlanej przyszlosci mi nie wrozy jesli nie opanuje francuskiego, wyparla sie swoich polskich korzeni, spoznila sie na nasz slub, ktory miala tlumaczyc,a juz w trakcie ceremonii pomylila moje imie, nazwisko panienskie i nie potrafila przetlumaczyc wiersza, przeznaczongo specjalnie na te okazje.
Poniewaz slyne z zawzietosci godnej pit-bullterriera, pogadalam ze soba i solennie przyrzeklam swojej duszy, ze jej zabojadom nie zaprzedam.
W zwiazku z tym ostentacyjnie odpowiadalam po angielsku na zadawane mi po francusku pytania, a na, nawet najdrobniejsza sugestie, ze francuski przydalby mi sie, skoro mam na Cote d`Azur  spedzac wakacje, a kiedys w koncu tu zamieszkac, odpowiadalam, ze to ja zamierzam nauczyc Francuzow zmiany stanowiska, bo ich jezyk ojczysty dawno juz przestal byc jezykiem miedzynarodowym, a kluczem do swiata jest angielski.
Kolejnym argumentem bylo to, ze jeden jezyk obcy juz znam, w przeciwienstwie do 90% francuskojezycznych znajomych mojego meza...
Na nic sie zdaly argumenty Hubbiego, ze poziom angielskiego we francuskich szkolach jest bardzo niski, a francuskie  nazwy potraw weszly juz w kanon kuchni swiatowej i mozna je znalezc nawet w Timbuktu.

                                            *     *     *

Minelo troche czasu, zlagodnialam, z konwersacji mojego meza , chcac nie chcac, zaczelam wylawiac slowa i sens, znajomi Hubbiego zaczeli sie uczyc angielskiego, zeby moc sie ze mna dogadac, nagle zauwazylam cudownie sexowne piekno francuskiego, a w TVP pojawila sie reklama Cisowianki Perlage z piosenka Dalidy ``Parole, Parole``.
I to wlasnie ta ostatnia, w duzej mierze, zmienila moje podejscie do wyzej omawianej kwestii.
Po prostu zaczelam chciec rozumiec o czym spiewa Joe Dassin, Charles Aznavour i Edith Piaf.
Nagle poczulam potrzebe rozumienia co jest napisane na etykietach francuskich win , ktore tak  lubie.
Strasznie chcialabym moc usiasc z Amandine albo z Lolo, i pogadac o dupie Marynie,a za dwa lata chce sobie po prostu usiasc  w fotelu , z cieplym croissantem i mleczna latte, i przeczytac od deski do deski Paris Match.
Wiadomo, ze chciec to moc.
Znalazlam internetowy kurs francuskiego i zaczelam przygode z nowym, szalenie trudnym jezykiem.
Z pierwszymi wymawianymi przeze mnie francuskimi slowami zmienil sie stosunek Francuzow do mnie. Nagle jestem cool, bo wlozylam minimum wysilku w to, zeby w ich kraju sie odnalezc.
Nicholas, miales racje i zaluje, ze stracilismy kontakt i nie moge Ci tego powiedziec.

-``Vous parle francais?``
-``Bof, je parle un peu.``

22.07.2011

Porozmawiajmy o pogodzie

Mieszkajac ponad siedem lat w Wielkiej Brytanii przywyklam do kaprysnej pogody i do wagi , jaka sie do tejze pogody przyklada.
Mieszkajac w Polsce przerozne wybryki klimatyczne rowniez nie sa mi obce i sama sledze prognozy , czekajac albo na snieg, albo na slonce.
Natomiast bedac na Lazurowym Wybrzezu rozwazania na temat pogody sa ostatnia rzecza, ktora zechcialabym sobie zaprzatc glowe...
Niestety, myslac tak, i biorac encyklopedyczna definicje tutejszego klimatu za pewnik, nie moglabym byc w wiekszym bledzie.
Przyjezdzajac tu mialam konkretne wymagania : slonecznie, goraco, sucho, bezchmurne niebo, cieple wieczory i woda w basenie o temp. 27 stopni- tyle Francjo jestes mi winna za flirtowanie z moim mezem:)
Ale fakt posiadania najgorszej nauczycielki Geografii na swiecie calym w latach 1987-1991 oczekiwania moje zweryfikowal.
Generalizujac, lato, owszem, jest piekne i gorace, ale Cote d`Azur, bedac cudowna mieszanka morza i powaznych gor ( Alpes Maritimes ), ma dla nas w zanadrzu mnostwo niespodzianek, czasem serwujac je kilka razy w ciagu dnia...
Wezmy na przyklad ostatnia niedziele.
Dzien zawsze w kolorze bialym .
5 rano
Budze sie i przez szybe widze niebo tak piekne , ze az wstaje i zapalam papierosa.
Horyzont jarzy sie purpura, ktora stopniowo przechodzi w czerwien, a ta z kolei w jasna zolc, ale pokonujac wczesniej blady roz i wszelkie mozliwe odcienie pomaranczu.
Morze jest szaro-granatowe.






8 rano
Slonce jest juz wysoko na niebie i bezczelnie sie ze mna drazni wygladajac zza, jeszcze niedojrzalych winogron, i razac oslepiajacym, porannym blaskiem moje prawe oko.
Morze jest cale srebrne, delikatnie rozedrgane i wyglada absolutnie bajkowo.




10 rano
Jem sobie spokojnie tosta z miodem lawendowym i popijam z kubka lodowate mleko, kiedy nagle zrywa sie wiatr.
Przez ``nagle`` mam na mysli ulamek sekundy.
I nie jest to jakas tam bryza nadmorska, wiaterek , ktory przynosi ulge sciagnietej od slonca skorze.
To wiatr przez duze ``w``.
Pioropusze palm zaczynaja szalec w dzikim tancu, szyszki leca z sosny, piekna , cyklamenowa Bougainvillea traci nagle wiekszosc swoich kwiatow, ktore laduja w basenie, naokolo domu tworza sie mini traby powietrzne z lisci, piasku i dlugich igiel pinii, a powietrze staje sie tak przejrzyste, ze widze kazdy malutki stateczek na morzu, kazda drobna fale.
Wieje Mistral....
Mistral to suchy wiatr z polnocy albo z pn zachodu.
Chociaz potrafi wiac nieublaganie przez kilka dni, oblepiajac wszystko kurzem, wyc nieublaganie w nocy i natretnie szarpac koncowki wszystkich nerwow, jest tak naprawde zbawienny.
Mistral potrafi, w ciagu zaledwie dwoch godzin , oczyscic cale niebo z chmur i to jemu Poludnie Francji zawdziecza swoj klimat i przejrzystosc powietrza tak niezwykla, a swiatlo tak intensywne,







ze zdolaly one tu przyciagnac wielkich Impresjonistow.
Mozna wiec z czystym sumieniem stwierdzic, ze Mistral jest  odpowiedzialny za jedne z wiekszych dziel w dziejach swiatowej sztuki.
Niestety efekt jaki Mistral ma na wode w basenie jest druzgoczacy:(
Krysztalowa dotychczas powierzchnia pokrywa sie kozuchem z kurzu, owadow i suchych lisci, a temperatura wody potrafi spasc nawet o 10 stopni.
20 stopni to temperatura dla desperatow, ale po pierwszym termicznym szoku, ktory niemal zatrzymuje serce, 20-stopniowa woda przyjemnie orzezwia i dodaje energii.
W poniedzialek wieczorem , dzien zawsze koloru czarnego, Mistral przestaje wiac. Nagle, tak jak przyszedl przy niedzielnym sniadaniu, tak zostawia nas w spokoju w trakcie poniedzialkowej kolacji.
Wieczor jest przyjemniejszy wiec na wtorek planujemy odwiedzenie jednej z lokalnych winnic.
Wtorek ( ostatnio zielony, ale oryginalnie zawsze sraczkowaty )
6 rano
Franek budzi mnie na siku .
Stoje sobie nad basenem i podziwiam swiat.
Wtorkowy poranek jest spokojny, bardzo cichy, troche wilgotny i calkiem szary.
Ale ta szarosc ma miliony odcieni.
Na srodku nieba pare chmur laskawie odslania  promienie slonca i oswietla kilka punktow na wodzie: widok, ktory chcialoby sie zabrac do grobu..






9 rano
Tesc biega po tarasie i pokrzykuje , ze nadchodzi deszcz, wielkimi krokami.
Szybko zabieram pranie, chowamy reczniki i materace i...spadaja pierwsze krople.
Zaczyna sie niewinnie, kilka kropli tu, kilka tam, ktore przechodza w kaprysny letni deszczyk.




Poludnie
Caly swiat placze.
Morze zniknelo z pola widzenia, zrobilo sie zimno.
Lezymy sobie z Franciszkiem pod kocem i, widzac Hubbiego w pelerynie przeciwdeszczowej, zastanawiamy sie czy to czasem nie koniec swiata.







Sroda ( kawa z mlekiem )
Dzieki Bogu wraca Mistral i przepedza wszystkie chmury.
Niebo robi sie lazurowe, morze granatowe, prawie widzimy Korsyke.
Swiat jawi sie we wszystkich mozliwych odcieniach niebieskiego i zieleni.



Dzisiaj jest piatek , dzien niebieski w moim katalogu, i Mistral przestal wiac.
Niebo juz sie zasmieca chmurami, ktore wygladaja jak swieze bagietki, ale jest szansa na to, ze bede mogla utrzymac ksiazke w rekach , a kapiel w basenie bedzie mniej wyczynowa, a bardziej relaksujaca.
Prognoza pogody na najblizszy tydzien to : slonce, slonce, slonce, slonce , i jeszcze troche slonca , i jeszcze wiecej slonca, na calym Lazurowym Wybrzezu:)

17.07.2011

La vie est une fete!

Prowansje, a zarazem cala Francje, odmienil dla mnie moj maz.
Bedac Walonem, z rodzicami mieszkajacymi na Lazurowym Wybrzezu, wybral Francje, a szczegolnie Cote d`Azur , na swoja kochanke.
Ten zwiazek mojego mezczyzny z rozpasana i nigdy niezaspokojona metresa musialam zaakceptowac, a  po kilku spedzonych na Poludniu Francji wakacjach, sama nawiazalam z nia romans ...

                                      *     *     *

Wczorajszy, sobotni, wieczor dedykuje w calosci Claude i duza szklanka mrozonej herbaty wznosze toast na czesc cudownie dekadenckich  wieczorow spedzonych w jego domu, kiedy to papierosy, wino i wodka nabieraja zupelnie innego smaku.
Jedynym peknieciem w murze mojego uwielbienia dla Claude jest Jego dieta. Bedac Francuzem i wegetarianinem biesiadowac zaczyna dopiero miedzy 22-go a 24-ta, a jedzenie, choc bardzo smaczne , nie zaspokaja potrzeb ani mojego , rozciagnietego do granic mozliwosci zoladka, ani apetytu Hubbiego, ktory wegetarianizm uwaza za zbrodnie przeciwko podniebieniu.
Tak wiec stalym preludium wieczorow u Claude jest wizyta w McDonald`s albo w Quick, ktory jest francuska wersja tego pierwszego.
Poniewaz jednek efektem ubocznym naszych kulinarnych fastfoodowych orgii jest zawsze smrod smazonego oleju, ktory rozgaszcza sie bezczelnie na naszych ubraniach i wnika we wlosy, musimy  ten grzeszny posilek zawsze, gdzies na poboczu drogi , ``odtanczyc``.

Claude mieszka w St Raphael, jednym z tysiaca miasteczek Prowansji i Cote d`Azure, obleganych przez turystow w  lipcu i w sierpniu, w ktorym to zabudowa, tak charakterystyczna dla wszystkich srodziemnomorskich kurortow, plynnie laczy sie z tradycyjna architektura prowansalska,







,
a wszystko to z pieknym widokiem na Alpes Maritimes , ktore strzega St Raphael od polnocy.

Podjezdzajac do zelaznej bramy  widzimy dwa wilgotne nosy i merdajace radosnie ogony psow Claude: Cheyne ( Border Collie ) i Patat ( snieznobialy kundel o wygladzie Owczarka Niemieckiego ).
Oprocz psow, rezydentami  parterowego domu w kolorze dojrzalej brzoskwini sa dwa koty, ale te zawsze wybieraja opcje niebratania sie z obcymi.
Ach jak dobrze  widziec Claude po prawie dwoch latach..
Nieslychanie przystojny, 46-letni gej, o bardzo meskich rysach, niezwykle gladkiej skorze i nieco lubieznym usmiechu, wita nas w zielonych, marokanskich spodniach, ktore maja krok duzo ponizej kolan i sa pierwsza zapowiedzia wieczoru na totalnym luzie.
Wchodzimy do salonu,  miejsca, ktore wydaje sie sluzyc wylacznie przyjemnosci; przyjemnosci na zwolnionych obrotach.
Pokoj pelen jest posagow Buddy, kolorowych poduszek , a na srodku stoi duza, miekka sofa i kwadratowy balijski stol. W jednym z katow przycupnela  srebrna rzezba przedstawiajaca dluga suknie , z widocznymi pod nia sutkami i z kolorowym kolem po srodku, ktore jarzy sie swiatelkami kilkuset malutkich lampek.  Moja ulubiona: odzialam sie w nia kiedys po kilku Wscieklych Psach:))



W salonie wita nas Natalie, posagowa blondynka z domieszka niemieckiej krwi i z platynowymi dredami do pasa, jej coreczka z piegami Ani z Zielonego Wzgorza i maz, milosnik kite surfingu: trojka pieknych ludzi, z otwartymi sercami , kochajaca dzikie podroze i wszelkie uciechy swiata tego.
Rozsiadamy sie na tarasie, na ogromnych kolorowych poduchach, z ktorych nie chce sie wstawac, majac za towarzystwo kolejnego Budde, cykady i  rozwrzeszczane mewy .
Na niziutenkim kamiennym stoliku rozgaszcza sie razem z nami gin ,bardzo blade rose, ktore smakuje jak platki rozy, chipsy o smaku wasabi, miseczka z oliwkami w marynacie chilli i chrupiace, chlebowe paluszki.
Rozmowy sa cudownie niezobowiazujace: omawiamy krolewskie sluby, rosyjskie fortuny, koniecznosc posiadania marzen, cudowny eliksir , jakim jest zycie dniem dzisiejszym, wiatr, ktory wczoraj wial przez pol dnia i przyprawial wszystkich o bol glowy, recepture na najlepsze ogorki malosolne i niedrogie restauracje serwujace swieze owoce morza.
Dookola stolu placza sie psy, Frankie jest w siodmym niebie.
Dolacza do nas syn Claude...
Rozmowa toczy sie po francusku i po angielsku, toasty wznosimy po polsku-jest niebiansko przyjemnie.
Z kuchni plynie zapach sosu pomidorowego i ryby, moj zaladek gra marsza glodowego, a palace sie kadzidelka przyjemnie usypiaja zle mysli.
Pol godziny przed polnoca na talerzach laduje dziki ryz z kalmarami w pomidorowym sosie, ktore to, gotowane przez ponad piec godzin , rozplywaja sie w ustach...
Dokanczam butelke rose, powieki robia sie ciezkie.
Natalie zaczyna ziewac, jej maz zasypia na jej ramieniu, Claude rozlozony w poprzek tarasu leniwie pali papierosa.
Jest druga nad ranem. Cykady zamilkly.
Wsiadamy z Hubbym do samochodu, Frankie zasypia na moich stopach, Joe Dassin spiewa ``L`Ete Indien``... Perfekcyjny koniec wieczoru.

( zdjecia St Raphael nie sa moja wlasnoscia , i  nie sluza do celow komercyjnych, a stanowia jedynie ilustracje mojego komentarza )

14.07.2011


Dzisiaj jest wazny dzien dla wszystkich Francuzow: Fete Nationale Du 14 Juillet, czyli Francuskie Swieto Narodowe, ktore wiaze sie  ze zdobyciem Bastylii w 1789 roku, dajacym poczatek Wielkiej Rewolucji Francuskiej.
Uznalam wiec , ze skoro wlasnie spedzam dlugie wakacje na Lazurowym Wybrzezu, jest to idealna okazja do podzielenia sie z innymi moja nowa, francuska, rubryka na blogu.
Od razu uprzedzam: to nie bedzie blog z podrozy, ani przewodnik po muzeach czy zabytkach , a bardziej zapis sensualno-obyczajowo-kulturowo-kulinarny, czyli , reasumujac, moje, bardzo osobiste i subiektywne, wrazenia dotyczace poludniowej czesci  ``Dziwki Europy``, jak Francje, niektore znajome mi osoby, wciaz nazywaja.

Bezimienna Prowansja

Moja pierwsza wizyta na Poludniu Francji miala miejsce jakies 10 albo 11 lat temu i trwala prawie trzy tygodnie.
Przywiozl mnie tu ten-ktorego-imie-chcialabym-na zawsze-wymazac-z - pamieci, tak wiec bede go umownie nazywac Bezimiennym.
Przyjechalismy na zaproszenie znajomych Bezimiennego: Pani Gieni, jej meza, Francuza , Pana Claude i ich corki Charlotte.
Zamieszkalismy u Charlotte w Golf Juan.
Ja chcialam sie opalac, ale czerwiec tego roku byl wyjatkowo mizerny na Lazurowym Wybrzezu, w zwiazku z tym nasi gospodarze chcieli nam jak najwiecej pokazac.
Objechalismy wybrzeze od Monako, przez Antibes po St. Tropez, i zapuscilismy sie nawet w w glab Prowansji.
Poniewaz moje interesy byly sprzeczne z interesami reszty grupy, a dodatkowo nudzilam sie straszliwie w ich towarzystwie, wrazenia przywiezione do Polski byly bardzo mieszane:

- wjechawszy na Lazurowe Wybrzeze rozplakalam sie, bo nie podobalo mi sie nic co widzialam dookola: brud, tandetna, zabudowa w kolorze brzoskwiniowym i wszystkie napisy po francusku
- z uporem maniaka prosilam o Coca- Cole do wszystkich posilkow, czym od razu sie Pani Gieni narazilam, bo byly to czasy, zanim rozsmakowalam sie w winie
- nauczylam sie liczyc do dziesieciu po francusku
- zobaczylam pola lawendowe w Prowansji i w poplochu z nich ucieklam goniona przez pszczoly
- znienawidzilam plaze Lazurowego Wybrzeza: male, zatloczone, z mnostwem kamyczkow w piachu
- pokochalam miod lawendowy
- nauczylam sie robic pyszny sos vinaegrette
- pokochalam ser Fourme d`Ambert, jeden z najstarszych serow we Francji
- wypilam najdrozsza w zyciu Bloody Mary , w bistro w St. Tropez
- jadlam pierwszy raz w zyciu owoce morwy
- mialam dosc uwag Pani Gieni na temat tego co warto, a czego nie warto ogladac bedac na Poludniu Francji
- zdesperowana pospacerowalam po porcie w Cannes, wsrod ekskluzywnych jachtow, w koszulce z napisem: Still Single
- dostalam okropnie bolesnej opryszczki i nie bedac w stanie isc na wspolna kolacje , narazilam sie naszym gospodarzom, ktorzy juz nigdy sie do Bezimiennego nie odezwali
- znienawidzilam francuski jezyk, francuskich kelnerow, francuskie ekspedientki , Francuzow generalnie, i przyrzeklam sobie, ze nigdy, przenigdy z zadnym osobnikiem tej nacji nie bede miala nic wspolnego

Oprocz kilku albumow z fotografiami, Prowansja i Lazurowe Wybrzeze pozostaly dla mnie na bardzo, bardzo dlugo , tak samo bezimienne i bezwartosciowe jak osoba, ktora mnie tam zabrala.
















Komentarze do tej strony:
Komentarz pochodzi od izabela( izat17wp.pl ), 11.02.2012, o 11:14 (UTC):
wspanialy blog. dzieki za cudowną podróż po Prowansji.Mam nadzieję ze jeszcze tam zamieszkam. ( z moimi pszczołami). Ma Pani swietny styl pisarski, może warto coś wydrukować? Pozdrawiam.

Komentarz pochodzi od gosia( ), 09.08.2011, o 13:20 (UTC):



Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twój adres email:
Twoja strona:
Twoja wiadomość:


Strone odwiedzilo już 18880 odwiedzający


=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=